Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dużo tekstu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dużo tekstu. Pokaż wszystkie posty

22 stycznia 2015

Miejsce zbrodni

Cyt. za http://gliwice.naszemiasto.pl/ 
Wieść o zabójstwie w rejonie dawnej gliwickiej dyskoteki Bravo (i dawnego Zameczku Leśnego) obiegła miasto lotem błyskawicy.


35-letni gliwiczanin został znaleziony w miniony piątek o godz. 7 w parku przy ul. Chorzowskiej. Mężczyzna miał kilkanaście ran kłutych w okolicach klatki piersiowej. Ze śledztwa wynika, że dziesiątą ranę zadano mu w głowę. 

Tego samego dnia mężczyzna został zatrzymany, a w poniedziałek gliwicki sąd aresztował na trzy miesiące 22-letniego raciborzanina. Okazało się, że podejrzany o zasztyletowanie Tomasza B., Paweł K. jest znajomym ofiary. 


22-latek przyznał się do zarzucanego mu czynu. Policjantom, prowadzącym dochodzenie szczegółowo opisał zdarzenie, wskazał nawet nóż, którym zadawał śmiertelne rany. 



- Niestety o motywach ze względu na dobro śledztwa nie możemy jeszcze mówić, obecnie informacje podawane przez Pawła K. są przez nas weryfikowane. W każdym razie panowie się znali, mieli stałą pracę, nie obracali się w przestępczych środowiskach, nigdy nie byli karani - podaje prokurator Tadeusz Żymełka, szef Prokuratury Rejonowej Gliwice-Wschód, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. 



Błyskawicznie uwinęli się policjanci. W wyniku podjętych czynności śledczych oraz pracy operacyjnej policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach wytypowano i ujęto sprawcę zabójstwa. Został zatrzymany w Raciborzu w swoim mieszkaniu. 



- To tam znaleziono nóż, którym zadał śmiertelne rany. Przyznał się - mówili policjanci. 



Do zabójstwa doszło w gliwickim parku, gdzie 35-latek ochraniał pustostan po dawnej dyskotece Bravo. Paweł K. porzucił zwłoki, ale próbował zatrzeć ślady. 



- Zakrwawioną kurtkę ofiary wrzucił do kanału Ulga, a jego telefon i laptopa do Nacyny w Rybniku, w okolicach ulicy Wierzbowej, za dworcem autobusowym - wyjaśniają nam mundurowi. 



Policjanci przyjechali z nim do Rybnika w sobotę. Nie potrafił jednak wskazać dokładnie miejsca, gdzie wyrzucił skradzione rzeczy. Strażacy centymetr po centymetrze przeczesywali dno, ale na nic nie natrafili. Cała akcja wywołała spore zamieszanie wśród mieszkańców, bo przebiega tam ścieżka rowerowa. 


- Niestety, to było jak szukanie igły w stogu siana, nie udało się znaleźć prywatnych rzeczy ofiary. Ale dla śledztwa najważniejszy był nóż, którym dokonano zbrodni - mówił nam prokurator Tadeusz Żymełka.

trochę tabloidowo ale morderstwo trzysta metrów od domu daje do myślenia

19 stycznia 2015

Twarz i anty-twarz fotograficzna

Jako, że zaczęła się sesja, mam zdecydowanie większą ochotę robić rzeczy kompletnie niezwiązane z nauką. Wiem, że nie tylko ja tak mam. Jedni w tym czasie czytają Harlekiny by się totalnie odmóżdżyć, inni zaś nadrabiają zaległości w filmach, mówiąc, że po tym to już na pewno zaczną się uczyć na Myśl medioznawczą, Społeczne i kulturowe oddziaływanie mediów lub inną nikomu do życia niepotrzebną zapchajdziurę. Kończy się to zazwyczaj odkładaniem nauki aż do dnia przed egzaminem. Moje zaległości filmowe są tak ogromne, że nawet trzy sesje plus poprawkowa niewiele by zmieniły, a harlekinów w warszawie niestety nie mam! (zawsze kiedy myślę o tego typu literaturze przypomina mi się pewien kultowy już fragment mówiący o ''rozgniewanym niczym piętrzący się wulkan''! (wiesz o co chodzi!)) :P więc pozostało mi grzebanie w moich zdjęciowych archiwach. Obejrzałem sobie między innymi folder z reportażem z Bożego Ciała w Katowicach z ubiegłego roku i... no właśnie, po prawdzie nic specjalnego i nowego nie odkryłem, ale znalazłem dwa zdjęcia traktujące o ludzkiej twarzy :) . Z jednej imprezy mam esencję twarzy fotograficznie wdzięcznej i twarzy totalnie nijakiej (przynależność zawodowa nie ma tutaj żadnego znaczenia:D). Oczywiście wiek obu panów może być istotny, choć wydaje mi się, że za 20 lat, twarz pana policjanta będzie nadal totalnie bez wyrazu, no chyba że zacznie prowadzić tryb życia wzorem bohaterów Drogówki. Pomyśleć, że wypisuje te pierdoły, tylko po to by pokazać dwie fotki? cóż - muszę sobie wyznaczać kolejne czynności, by jak najdłużej unikać tego co nieuniknione :)

4 stycznia 2015

Jan Kadysz

 
Kilka lat temu przytrafiła mi się pewna historia. Szedłem sobie ulicą kozielską w Gliwicach i z oddali zobaczyłem starszego człowieka karmiącego gołębie. Podszedłem bliżej i pomyślałem, że piękna broda, fajnie byłoby ją uwiecznić  :D. Jak na kulturalnego, młodego człowieka przystało, przedstawiłem się i zapytałem czy mogę zrobić portret. Ku mojemu zdziwieniu starszy pan był zachwycony tym pomysłem, wręcz kazał sobie zrobić zdjęcie, bo dawno nikt mu ich nie robił. Oczywiście po kilku fotkach usłyszałem całą historię życia. Chyba godzinę staliśmy na chodniku i gadaliśmy. W końcu pan Jan zaproponował herbatę u siebie w domu. Dziwne, że tak szybko zdobyłem jego zaufanie. Poszliśmy do niego do domu i to co tam zastałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Antykwariat, punkt rzeczy znalezionych i gołębnik w jednym! W takim niezwykłym mieszkaniu jeszcze nie byłem. Pomyślałem sobie - kurczę Marcin to dobry temat na reportaż! ciekawy człowiek z ciekawą historią i do tego mieszkanie wyjęte z innej epoki. W domu pana Jana przy herbacie gadaliśmy jeszcze kilka godzin, dowiedziałem się między innymi, że walczył w AK, że był organistą kościelnym, że miał trzy żony i że brat zginął na jego rękach. Dla mnie była to niezwykła rozmowa, rozmowa z żywym pomnikiem historii, z człowiekiem który przeżył tyle, że mógłby swoim życiem obdzielić kilka osób. Po rozmowie obiecaliśmy sobie, że będę czasem do niego wpadał na pogawędki i przy okazji robił zdjęcia. Kilka dni później odwiedziłem pana Kadysza, niestety porozmawiałem z nim tylko przez drzwi. Powiedział mi wtedy, że nie może mnie wpuścić, bo ksiądz mu zabronił, że nie wie czy ja mu nie zrobię krzywdy. Cóż. Szkoda tylko, że wcześniej mi zaufał, a po rozmowie z księdzem odwidziało mu się, ale w sumie czemu się dziwić, mało to psycholi chodzi po świecie. Dobrze, że chociaż tego pierwszego dnia zrobiłem kilka zdjęć. Pożyczyłem zdrówka i poszedłem

15 grudnia 2014

Biskup płakał gdy konsekrował

Kościół p.w. św. Eugeniusza de Mazenoda w Kędzierzynie-Koźlu
 Moja historia z tym architektonicznym ,,dziełem'' rozpoczęła się we wrześniu tego roku, kiedy to w trakcie spaceru po Kędzierzynie zobaczyłem, że zza drzew wystaje jakaś blaszana piramida. Pierwsza myśl ,,nie gadaj, że to kościół?!'' To była miłość od pierwszego wejrzenia! zakochałem się w jego brzydocie. Serio! nie widziałem chyba brzydszego kościoła, a przez to tak fascynującego. Tamtejszy ksiądz opowiedział, że kościół wygląda tak, a nie inaczej bo ma symbolizować ,,Namiot Spotkań - Przybytek Mojżeszowy'' ale oczywiście zdaje sobie sprawę, że budzi ,,piramidalne'' skojarzenia. Dla mnie jednak, jest to DACH bez fundamentów, na które nie starczyło pieniędzy :)  Nie mogłem wprost uwierzyć, że całą budowę okrywają blaszane płytki izolacyjne! (jak się dowiedziałem na stronie kościoła - jest ich 4200 o grubości 6cm każda) Sam budynek kościoła na pewno nie robiłby takiego wrażenia gdyby nie jego futurystyczna zabudowa plebani i klasztoru.
Myślałem, że kiedyś powinienem zrobić zdjęcia ,,dachowi'' ale jakoś nigdy nie było na to czasu. Dopiero wczoraj nadarzyła się ku temu okazja, a to dzięki niezwykle punktualnej kolei! ,,Planowy przyjazd pociągu 21.44 jest opóźniony o około 180 minut, opóźnienie może ulec zmianie, za opóźnienie pociągu bardzo przepraszamy''
Szkoda, że miałem przy sobie tylko 35mm, przydałoby się nieco szersze spojrzenie na ten okaz. W ogóle po jakimś czasie dowiedziałem się o niechlubnej sławie tego kościoła. We wszelkich rankingach i zestawieniach najbrzydszych świątyń w Polsce, kędzierzyński św. Eugeniusz de Mazenod ma naprawdę silną pozycję. Choć zgadzam się, że nie zalicza się do klasycznego pojęcia piękna, to w tego typu zestawieniach na pewno bym go nie umieścił, bo ma wyraz i charakter i właśnie w tym tkwi jego siła. Zamiast tego kościoła w rankingach powinien się znaleźć na przykład zupełnie bez charakteru wyglądający jak wielka stodoła - kościół Chrystusa Króla w Gliwicach. Pojęcie ,,piękny kościół'' nabrało dla mnie nowego znaczenia, to już nie tylko malowane sklepienia w obrazy przedstawiające małych murzynków na wielbłądzie, nie piękna posadzka z XVI wieku, barokowo-rokokowe prezbiteria i intarsjowane konfesjonały, teraz to także fasada wyglądająca jak jedna wielka dachówka, to modrzewiowa boazeria wypełniająca wnętrza, kiczowaty krzyż na szczycie wyglądający jak szpic na choince i pytanie cisnące się na usta ,,czy to tak na serio?'' Piękno w swojej brzydocie. Ta swego rodzaju awangardowość mnie przyciąga, kto wie, może właśnie tutaj się ożenię i ochrzczę swoje dzieci! :D
Mon :*

6 sierpnia 2014

Zatrzymało mnie ABW

      Najpierw kompromitacja w redakcji tygodnika WPROST, a teraz to. Tym razem moja skromna osoba padła ofiarą Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nie pisałbym o tym gdyby nie miało to związku z fotografią, która jakby nie było jest prima baleriną tego blogu. Kilka dni temu z powodu upragnionego wolnego spacerowałem z aparatem po Katowicach, zacząłem od centrum udając się na południe. Szukałem czegoś ciekawego w architekturze, nic mnie nie zainteresowało aż do chwili gdy moim oczom ukazał się ogromny kompleks pomarańczowo-niebieskich bloków z wielkiej płyty. Była to Komenda Wojewódzka Policji. Moloch jakich wiele, jednak mnie zaciekawiło prawe skrzydło nie pasujące do reszty. Część zdecydowanie niższa niż główny człon komendy, do tego architektonicznie pełen socrealizm! Najpierw chciałem zrobić plan ogólny, ująć całe budynki z różnych miejsc, w tym celu pałętałem się po parkingu pełnym samochodów i tajniaków patrzących na mnie spode łba. Nie przejmowałem się, bo według prawa byłem nietykalny (teren publiczny, otwarty 24 godziny na dobę, brak zakazu wstępu i fotografowania) ale jak wiadomo ,,władza'' czasem wysuwa się przed zdrowy rozsądek.
      Podszedłem pod ściany budynku by uchwycić trochę detalu. Po kilku wyzwoleniach migawki usłyszałem za plecami szybkie kroki. Dwóch rosłych mężczyzn (jeden wąs, drugi łysy), którzy w bardzo uprzejmy sposób powiedzieli, że są z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i zapraszają ze sobą wskazując na wejście do budynku. Myślę sobie – fajnie, zobaczę jak ten budynek wygląda od środka, a może jak dobrze pójdzie to i herbatki się napiję :). Niestety zamiary panów bezimiennych były zgoła odmienne. Po pierwsze zobaczyłem tylko hol (nic specjalnego, klimatu PRL brak), a po drugie zamiast herbatki usłyszałem jakieś bzdury o regulaminie wewnętrznym ABW, że niby nie mogę robić zdjęć. Powoływałem się na polskie prawo, że miejsce publiczne, instytucja państwowa itd. Może was to zdziwi ale ...nie przekonałem ich. Najlepsze jest to, że gdy zapytałem za co mnie zatrzymali – powiedzieli, że za podejrzenie szpiegostwa – tożto litość i trwoga, fajnym byłbym szpiegiem idiotą, który bez ceregieli robi zdjęcia pod samym wejściem do ABW.
      Miałem dosyć kopania się z końmi i usunąłem zdjęcia, lecz nie wszystkie. W aparacie mam funkcję niejako dzielenia karty pamięci na partycje po 100 zdjęć, po każdej setce liczone są znowu od zera. Gdy mnie zatrzymano licznik wskazywał 14 zdjęć :), w rzeczywistości było ich 114, pech chciał że tylko ostatnia trzydziestka była portretami Komendy i okolic. Usunąłem zatem 14 zdjęć pokazując łysemu i wąsatemu wyświetlacz z licznikiem wskazującym okrągłe zero. Nie mówię, że zdjęcia chociaż dobre ale mam satysfakcję, że udało mi się uniknąć totalnej przegranej. Chwilę później przyszedł rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej i powiedział, że w sumie mam rację ale ABW to ABW i nic na to nie poradzi. Szkoda, że tak późno przyszedł, bo może bym więcej zdziałał, a tak musiałem usunąć (oficjalnie) wszystkie zdjęcia.
      Największym absurdem całej sytuacji jest to, że nawet mnie nie wylegitymowano, nikt nie chciał wiedzieć jak szpieg się nazywa (bo pewnie dokumenty i tak sfałszowane). Udowodnili tym samym, że zakpili sobie ze mnie, wkurzało ich po prostu moje chodzenie z aparatem przy oku między ich 20-letnimi skorodowanymi fordami. Stworzyli sobie okazję by znowu pokazać nam malućkim, że to ONI mają władzę. W sumie mogłem inaczej zareagować, walczyć o swoje prawa, ale po co? Po to by stracić cały piękny wolny dzień? Nie – w imię źlę pojętej dumy nie będę rezygnował z dalszego spaceru z aparatem. Tym bardziej, że fotografie, które poświęciłem nie były niczym specjalnym. Mam jednak nadzieję, że kiedyś trafi się ktoś, komu nie będzie zależało na dalszym spacerze.

21 czerwca 2014

Procesja Nikiszowiec-Janów

W zeszłym roku obchody Bożego Ciała fotografowałem na Lipinach w Świętochłowicach (obowiązek każdego fotoreportera). W tym roku chciałem pojechać do kolejnej kolebki śląskości i naturalnym wydało mi się, że to musi być katowicki Nikiszowiec. Mimo tego, że wstałem bardzo wcześnie to i tak już za późno by zrobić dokument o ciekawszej stronie tego święta czyli o przygotowaniach. Oczywiście i takie zdjęcia się pojawią, ale teraz prezentuję wynik zabawy z lampą podczas nudnej jak sprzedawca odkurzaczy procesji. Pogoda dopisała przez co pochód (ku mojemu zdziwieniu mało kolorowy) ciągnął się okropnie. Chciałem trochę innego spojrzenia - z walącą lampą po oczach :)

Na Nikiszowcu byłem kilka razy wcześniej więc nie musiałem robić internetowego ,,riserczu'' scenerii z jakimi przyjdzie mi się zmierzyć, wiedziałem, że barwne święto w towarzystwie czerwono-ceglanych familoków na pewno będzie wdzięczne i sprzyjające kadrom. Jednak przyjeżdżając na miejsce byłem potrójnie rozczarowany, po pierwsze tym, że 3 z 4 stacji były już zrobione (6 godzina), po drugie tym, że 3 z 4 stacji znajdowały się na osiedlu obok Nikiszowca czytaj na Janowie (znacznie mniej urodziwym), a po trzecie tym, że procesja wcale nie była kolorowa ani jakoś specjalnie emanująca śląską tradycją. Może inaczej bym na to patrzył gdybym w zeszłym roku nie odwiedził Lipin, które swoim wdziękiem, kolorem i klimatem zupełnie zdeklasowały obchody Nikiszowicko-Janowskie.
Zdjęcia z przygotowań i częściowo z demontażu zamieszczę za klika dni - prawdopodobnie w kolorze, wiem wiem istny absurd - bardziej kolorowe święto w Lipinach zamieściłem w czerni i bieli, a mniej kolorowy Nikiszowiec dam w kolorze? cóż, niezbadane są wyroki mojej głowy ;) musicie jednak uwierzyć mi na słowo, że będąc tam (Nikisz) nie miało się takiego uczucia co na Lipinach, gdzie kolor czuło się w kościach, to było coś więcej niż tylko barwne dywany na ścianach czy obrazy Jezusowe w oknach, to było coś takiego co idealnie oddał Tomasz Tomaszewski na prasowym zdjęciu roku 2010. Lipin nie opublikowałem w kolorze, bo mnogość barw tworzyła ciężki do opanowania chaos. Na Nikiszowcu-Janowie - mniej koloru, mniej chaosu.

1 czerwca 2014

Plac po Hucie


W niemal dwustutysięcznym mieście w samym jego sercu mieści się ogromny plac. Niegdyś w tym miejscu stały budynki Huty Gliwice założonej w 1867 roku przez dwóch niemieckich przemysłowców Salomona Huldschinsky'ego i Alberta Hahna. Najlepsze czasy dla huty przeminęły wraz z II wojną światową, podczas której zatrudnienie w niej znajdowało ponad 20 tysięcy ludzi. W 1945 roku zmieniono jej nazwę z Huta Gliwice, na Huta 1 Maja, a liczba pracowników zmalała do około 5 tysięcy.  W okresie transformacji ustrojowej huta, jak większość spółek przemysłu ciężkiego w Polsce borykała się z ogromnymi problemami finansowymi i restrukturyzacyjnymi. Niestety zakład nie uniósł ciężaru wymuszonych zmian i reform i w 2000 roku po 133 latach działalności oficjalnie został zamknięty. Z Hutą 1 Maja ulicę obok sąsiadował inny potentat przemysłowy Gliwickie Zakłady Materiałów Ogniotrwałych ściśle kooperujące z Hutą, które wraz z jej zamknięciem także przestały istnieć. Przez kilka lat budynki obu ogromnych zakładów niszczały, stale dewastowane i okradane z dosłownie wszystkiego co miało jakąkolwiek wartość. Po 2004 roku miasto sukcesywnie ,,czyściło'' tereny dawnej Huty i GZMO pod budowę dwóch centrów handlowych. W latach 2007-08 na tych terenach miały powstać pasaże handlowe i rozrywkowe o łącznej powierzchni użytkowej ponad 100 tys. metrów kwadratowych. Teren po GZMO udało się w 100% zagospodarować otwierając w jego miejscu nowoczesne Centrum Handlowe Forum. Na miejscu po Hucie 1 Maja rok później miał powstać równie imponujący gmach - Focus Mall. W planach miał być większy niż Forum i zorientowany nie tak jak jego starszy kolega na zakupy lecz na wszelkiego rodzaju rozrywkę - od kręgielni, przez kina, po restauracje i kluby. Kompleks dwóch centrów handlowo-rozrywkowych miał być największym tego typu przedsięwzięciem w Europie Środkowo-Wschodniej.Pod budowę Focusu wylano fundamenty, gliwiczanie zacierali ręce, wszystko szło zgodnie z planem do czasu, gdy w tarapaty finansowe nie wpadł główny inwestor. Inwestor po kilku miesiącach ogłosił upadłość, a prace zostały wstrzymane. Na wylanie betonu wydano ponad 60 mln złotych. Od tamtej pory mimo różnych zapowiedzi włodarzy miasta i potencjalnych inwestorów prace niezostały kontynuowane. Zamiast godnej XXI wieku inwestycji powstała ogromna betonowa pustynia. 

Dokument ten jest nie tyle o tym miejscu, co o ludziach korzystających z tego terenu w inny sposób niż było to w planach. O ludziach, którzy na fundamentach centrum rozrywki jeżdżą na rowerach, spacerują z psami, chodzą na randki czy po prostu skracają sobie drogę. Każdy z nich ma własną teorię na temat porażki inwestora i każdy ma swój pomysł na wykorzystanie tej jakby nie było bardzo atrakcyjnej lokalizacji w samym centrum Gliwic. 

Do realizacji projektu posłużyłem się pożyczonym średnioformatowym aparatem Pentacon-Six. 

















26 maja 2014

Pamiętacie?


         Pamiętacie jeszcze Dworzec kolejowy w Katowicach? Ten sam, w którym ciemne kąty śmierdziały moczem, a korytarze były oblegane przez grupy podejrzanych typów? ten, na którym można było zagrać na jednorękim bandycie, zjeść obiad z brudnego talerza w tamtejszym barze dla podróżnych?  Dworzec ze słynną estakadą i masą zaczepiających żuli? Ehh to były czasy. Szkoda, że nie docenia się takich ,,pomników PRL-u'' gdy one trwają, lecz dopiero gdy nieodwracalnie przeminą. Oczywiście zdania są podzielone – jedni cieszą się z nowego dworca, czystego, pachnącego McDonaldem i kawą z Coffee Heaven, ale inni (tacy jak ja) tęsknią za tym obskurnym, szarym molochem ze sklepami muzycznymi i budkami marki precel. Chciałbym cofnąć czas i zrobić jakiś pożegnalny projekt na temat tego niezwykle klimatycznego dworca. Na szczęście byli tacy, którzy w ostatnich latach zadbali o pewną dokumentację. W literaturze popularnej tematu podjął się Jakub Ćwiek w horrorze pt. ,,Ciemność płonie'' – polecam tym co chcą znowu przejść podziemnym korytarzem z zapaloną tylko jedną lampą na jego końcu. Zakładam, że istnieje wiele zapisków mniej lub bardziej znaczących na ten temat, ale z pewnością Ćwiek w dobrym tonie oddał hołd Katowickiej modernie. Fotograficznych rejestracji dworca jest cała masa, ale ze znanych mi, dwie pozycje są naprawdę warte uwagi. Przede wszystkim reportaż, dokument Michała Łuczaka pt. ,,Brutal''. To 68 stron kapitalnej fotografii o dworcu i ,,jego klientach''. Fotografie są tak samo ,,brutalne'' jak architektura na nich przedstawiona – serdecznie polecam. Warto także zwrócić uwagę na reportaż fotograficzno-literacki Filipa Springera ,,Źle urodzone'', w którym to autor poświęca uwagę ikonom architektury postmodernistycznej w całej Polsce. Obok takich sław PRL-u jak obserwatorium meteorologiczne na Śnieżce, Wrocławska Hala Stulecia czy Warszawski Pawilon nie mogło zabraknąć Katowickiego Dworca. Dzieło Springera zostało uznane Książką roku 2012 Radiowej Trójki – czemu absolutnie się nie dziwię. Doskonała i  rzetelna dokumentacja obrazem jak i słowem. W tym zestawie nie mogło zabraknąć sztuki filmowej. FlyFilm Studio w krótkometrażowym filmie ,,4:13 do Katowic'' z udziałem Roberta Więckiewicza, także uwiecznił dworzec i choć dworca jest jak na lekarstwo to i tak zachęcam do obejrzenia tych kilku ujęć.



       Robiąc porządki w negatywach natknąłem się na kilka klatek ze starego dworca, nic specjalnego, ale mają wartość historyczną, dlatego pozwoliłem je sobie zamieścić. Pierwsze zdjęcie to już ostatnie tchnienia dworca, sklepiki w większości były pozamykane (w tym ten, którego najbardziej żal – z muzyką i akcesoriami dla słuchaczy ciężkich brzmień – kiedyś za moich powiedzmy ,,mrocznych'' czasów kupiłem tam niejeden t-shirt z zespołem). Drugie zdjęcie to wspomniana już wcześniej estakada – pamiętam jak płyty chodnikowe, po których się chodziło sprawiały wrażenie, że zaraz pękną i spadniemy. Pod estakadą były przystanki pks i kzkgop przez co nie było za bardzo alternatywnej drogi na dworzec z centrum, idąc górą trzeba było przejść przez  punkt poboru drobnych prowadzony przez miejscowych pijaczków, wymarzona lokalizacja na taką działalność. Trzecie zdjęcie to korytarz pod peronem 4, gdzie zaczęto pracę nad modernizacją dworca, wszędzie był bałagan i takie taczki wypełnione butelkami po rozpuszczalnikach nikogo nie dziwiły. Na ścianie widać jeszcze starą mozaikę kaflową (chociaż tak się zastanawiam czy czasem nie wyczyszczono tych starych kafli i są one do dzisiaj? - muszę to sprawdzić)
            W ten oto sposób powiększyłem historyczne zbiory o Katowickim Dworcu PKP :) i może w kimś wzbudziłem nutkę sentymentu, a może refleksji na temat rzeczy wielkich i pozornie brzydkich, z którymi żyjemy, a paradoksalnie które dostrzegamy dopiero po ich zniknięciu.

8 stycznia 2014

O portalach fotograficznych, ich kondycji i sensie - przykłady


Portale fotograficzne – czymże one są i czy w ogóle są jeszcze potrzebne? Dla każdego fotoamatora są czym innym. Ocena ich funkcjonalności, przejrzystości, poziomu prac etc. zależy wyłącznie od indywidualnych potrzeb – wymagań. Dla jednych najważniejsza jest popularność serwisu, dla innych relatywnie wysoki poziom wrzucanych zdjęć. Są i tacy, którzy w ten sposób szukają znajomych i tacy, którzy faktycznie chcą coś pokazać, zrozumieć nauczyć się. Czy portale fotograficzne – niegdyś podstawowa forma prezentowania swoich prac ma w czasach szeroko rozumianych social media rację bytu? Nie ma prostej odpowiedzi. 

autor: looo pod tytułem: O tempora, o mores! / plfoto sierpień 2012

Tematem tego postu jednak nie są źródła schyłku portali fotograficznych lecz moja całkowicie subiektywna ocena dobrze mi znanych serwisów z uwzględnieniem współczynnika idiotyzmu kultury. Zanim się rozpiszę powiem jedno, że nie ma idealnego portalu, w każdym bez wyjątku występują błędy – często tworzone sztucznie przez nas samych (użytkowników) ale zdecydowanie częściej wynikające z samej ich konstrukcji i obowiązujących zasad. Nie myślcie, że ten stan mnie frustruje – nic z tego :) tych kilka lat z aparatem w rękach i publikowania na portalach uodporniło mnie i nabrałem dużego dystansu, który jest niezbędny w fotografowaniu, a następnie w prezentowaniu swoich prac szerszemu gronu. Pochylam się nad tematem portali fotograficznych, bo wiele im zawdzięczam, w sumie wszystkiego się dzięki nim nauczyłem. Doświadczeni machną ręką i w tym momencie przestaną czytać, ale może akurat czyta to ktoś kto jest na początku swojej drogi z fotografią i każda opinia, nawet takiego kogoś jak moja może mu pomóc.

Moc portali, ich siła dotarcia i przebicia się sukcesywnie z miesiąca na miesiąc maleje – facebook zgarnia wszystkich. Teraz każdy może być artystą, wielkim wybitnym fotografem i założyć własnego fanpejdża (tak jak ja :P) każdy może mieć się za nieprzeciętnego twórcę, przecież masa lajków pod zdjęciami o czymś świadczy – to nic, że 99% od nieznających się znajomych. Najgorsze dla ,,wybitnych'' jest to, że nie konfrontują swojej twórczości z twórczością innych. Na facebooku nie ma konstruktywnej krytyki, która występuje choć coraz rzadziej na portalach fotograficznych, bo jak tu dostać konstruktywny komentarz od wujka Waldka, który trzy czwarte życia przesiedział na kopalni, a resztę przed eurosportem? Nie mam na celu gnoić facebooka , którego siła choć słabnąca (jest nadzieja :)) jest wciąż niepodważalna, chodzi mi o to, że wrzucanie wyłącznie tam zdjęć i słuchanie od swoich znajomych jakie są cudowne może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Kiedyś w końcu ściana zbliży się i niechybnie w nią uderzymy burząc swój mit fotografa artysty. Kupiłeś lustrzankę? Jesteś o krok od artyzmu! Jeśli jednak nie jesteś o tym przekonany to zachęcam do podzielenia się swoją fotografią z innymi fotografami na portalach fotograficznych. W każdej dziedzinie początki są trudne, dlatego nie należy się bać krytyki, wiem że jej jakość jest bardzo istotna i komentarze typu ,,gniot roku'' na pewno nie motywują do dalszych prób. Dystans i samozaparcie – jeśli tego nie masz to zostań ze swoją fotografią w szufladzie no i ewentualnie na facebooku. Wracając do meritum :) chciałbym przyczynić się do ułatwienia podjęcia decyzji o rozpoczęciu ,,prezentowania się'' na portalach stricte fotograficznych, by podnieść poziom polskiej fotografii amatorskiej!!! co za bzdura! - jeśli chcesz się czegoś nauczyć to i bez portali sobie poradzisz. Na facebooku nadal możesz być artystą namber łan i żyć w szklanej bańce swojej wielkości. Wszystko zależy od Ciebie. Możesz wybrać jedną z witryn dla fotografów, choć wiadomo, że i tak większość wrzuca na kilka jednocześnie, bo przecież z jednego serwisu EGO wielkiego artysty nie wyżyje. Tak jak pisałem każdy ma własne wymagania wobec nich i ja także je mam. Jednak nie będę ich kolejno wymieniał. Będę chwalił i ponarzekam sobie na bardzo dobrze mi znane portale, których jestem mniej lub bardziej aktywnym użytkownikiem. Mam zatem argumenty w postaci doświadczenia, znajomości tych portali i porównania. Wybrane serwisy to plfoto, onephoto, digart, voal i fotoferia. O jednych będzie trochę więcej, o drugich trochę mniej – nie będzie równowagi. 

Plfoto
Jedna z najstarszych witryn w Polsce całkowicie poświęcona publikacjom amatorskich zdjęć i tworzeniu własnych galerii. W czasach mojego raczkowania chyba najbardziej popularny portal tego typu. Jemu właśnie zawdzięczam najwięcej i trochę z sentymentem wspominam jego minioną świetność. Od 2006 roku czyt. mojego początku wygląd i funkcje plfoto niewiele się zmieniły i to jest chyba aktualnie największa zaleta. Czysto i przejrzyście, własna galeria bardzo prosta i czytelna. Ach plfoto – kiedyś byli tam wszyscy moi pierwsi mentorzy – podglądałem ich, czytałem, uczyłem się. Szkoda, że 95% ze starych mistrzów zniknęło – analogicznie poziom spadł. Warto pochwalić plfoto za sekcję DNO czyli Dużo Niezłych Obrazków – faktycznie bywają tam obrazy naprawdę niezłe, choć i niezłe ,,kwiatki'' także się trafiają. Na portalu jest też sekcja TOP czyli w teorii najlepsze zdjęcia, w rzeczywistości są to zdjęcia najpopularniejsze PIGP – Pejzaże i Gołe Panie. Zdjęcia nie są złe, ale ciągle to samo. Kulą u nogi Topu są zdjęcia dostające się tam dzięki tzw. Towarzystwom Wzajemnej Adoracji – grupom (kręgom znajomych) użytkowników wysoko oceniającym nawzajem swoje zdjęcia bez względu na ich jakość. Niestety na plfoto TWA zawsze było istotnym problemem dzięki czemu było coraz mniej fotograficznie, a coraz bardziej towarzysko. Mała ilość wyświetleń, malutka ilość komentarzy i ocen, znikoma konstruktywna krytyka i polaryzacja ocen (1 albo 10 – choć skala jest 10 stopniowa) powoduje, że coraz rzadziej tam zaglądam. Może jak facebook już się wszystkim przeżre to na plfoto zawita fotograficzna wiosna? Kto wie

Legenda:
Im wyżej tym lepiej
W przypadku poziomu TWA im wyżej tym gorzej :)

System oceniania – 6/10
ogólny poziom zdjęć – 4/10
walor edukacyjny – 2/10
funkcjonalność i przejrzystość – 7/10
własna galeria – 7/10
merytoryczna wartość komentarzy – 2/10
popularność faktyczna – 3/10
poziom TWA – 7/10


 autor Paweł Bajew, tytuł Ding i Dong / plfoto grudzień 2008

Onephoto
Kolejnym serwisem jest bliźniaczo podobne do plfoto – onephoto. Galeria z punktu estetycznego niewiele się różni od swojego kolegi, jednak przejrzystość strony głównej jest znacznie gorsza niż na plfoto. Galeria z własnymi zdjęciami jest czytelna. System oceniania prócz 10 – stopniowej skali został doposażony w funkcje polecam. Mało kto ocenia – szkoda, bo komentarze są tak nierzeczowe, że czasem nie wiesz czy jest git czy nie git. Na stronie głównej jest zakładka ,,polecane'' czyli zdjęcia z największą ilością poleceń i tu pojawia się pierwszy problem. Kiedyś ta zakładka była miarodajna, a zdjęcia ,,polecane'' były naprawdę świetne, teraz obok nielicznych świetnych prym wiodą zdjęcia bardzo przeciętne, a to wszystko za sprawą TWA. Portal umarł, najlepsi pouciekali za granicę, a została garstka znajomych. Ilość dodawanych zdjęć i ich wyświetleń jest jeszcze mniejsza niż na plfoto. Jest coś co zawsze mnie nie tyle irytowało co dziwiło. Onephotowicze mają dziwną przypadłość czepiania się tytułów, nie mówię tego wyłącznie z autopsji, ale także z doświadczeń innych użytkowników. Lepiej dla Ciebie byś zamiast tytułu dał kropkę, bo choć Ty wiesz dlaczego tak nazwałeś swoją fotografię to pamiętaj, że oni wiedzą lepiej :) a po co dyskutować o pierdołach? Nuda

System oceniania – 6/10
ogólny poziom zdjęć – 5/10
walor edukacyjny – 3/10
funkcjonalność i przejrzystość – 6/10
własna galeria – 6/10
merytoryczna wartość komentarzy – 4/10
popularność faktyczna – 2/10
poziom TWA – 8/10 

Digart
Portal nie tylko fotograficzny lecz fotografie stanowią dwie trzecie wrzucanych prac. Portal zdecydowanie najtrudniejszy do zdefiniowania, portal pełen sprzeczności, portal gdzie znakomici fotografowie mieszają się z ośmioletnimi fankami mniszków lekarskich o zachodzie słońca. To istny dom wariatów – niebywałych talentów, finezyjnych i kreatywnych kadrów, awangardowych twórców, a także przytulisko dla najgorszych zdjęć w sieci. Dzięki multidyscyplinarności serwis jeszcze się jakoś trzyma (frekwencja) na tle ginącej konkurencji, choć i tu facebook zrobił spore spustoszenia. Estetycznie digart bardzo trafia w moje gusta – szarość nad szarościami i wszystko szarość. Z przyczyn, że tak powiem naturalnych (masa dziedzin sztuki) jest lekki chaos ale do ogarnięcia. Największą siłą strefy fotograficznej są moderatorzy – mistrzowie, którzy fotografię przez duże F mają w małym palcu (wiadomo - są też wyjątki). Dzięki ich wyborom niejednokrotnie zobaczyłem zdjęcia na kapitalnym poziomie (digart dnia) – pierwsza liga jeśli chodzi o typowanie, znacznie lepiej niż u konkurencji. Mistrzom nie przeszkadza nieostrość, pozorna nieczytelność czy gorsza jakość – najważniejsza jest moc konkretnej fotografii, jej dusza, klimat, przekaz. Digart to ocean gniotów z małymi wysepkami świetnych fot. Jeszcze do niedawna system oceniania prac był bodajże 7-stopniowy, teraz digart się ufejsbukowił – nie ma już tu ,,rewelacji'' ani oceny niezwykle trafnej i dobitnej odnoszącej się do 90% zdjęć – oceny ,,poniżej krytyki''. Aktualnie wcale albo prawie wcale nie ma krytyki, nie ma nawet krytycznej oceny – jest natomiast wszechobecny kciuk w górę (podoba się) – jeśli się nie podoba to spadaj. Rozumiem jednak czym mogło to być podyktowane – poza oczywistym pójściem z duchem czasu przyczyną może być także TWA. Stopień wzajemnego lizania się po dupach był jak Himalaje i na przykład zdjęcie motylka na dachu blaszanego garażu z przepalonym odwłokiem miał ocenę 100% (niegdyś ocena była ujęta w procentach), a fotografia dajmy na to Tomasza Lazara nagradzana między innymi na World Press Photo miała 94%. Wiem, że może różnica nie jest za wielka ale w tym wypadku to kiepski żart. Takich żartów była cała masa, a wszystko w zgodzie z ogólnie przyjętą digartowską polityką rewelacja za rewelację. Tak powstały rzesze użytkowników niemal doskonałych, każde zdjęcie oscylowało wokół setki – a spróbuj takiej osobie uświadomić, że powinny być co najwyżej 30-tki! Gdzie tam! Ignor i pojazd po całej galerii :) tak, tak tam frustratów bez dystansu bezliku. Jeśli chodzi o wartość merytoryczną komentarzy to jest totalny dramat. Komentarze typu spacja to normalka więc o naukę niezwykle ciężko, przynajmniej jeśli chodzi o naukę na swoich błędach. Pozostaje edukacja podglądacza, branie przykładu z najlepszych. Digart zawsze akcentował swój społecznościowy charakter co nie zawsze mi odpowiadało – tworzenie otwartych i zamkniętych grup, fanpejdży, tematów matrymonialnych na forum – wszystko w jednym szkodziło wartościom kulturalnym.

System oceniania – 2/10
ogólny poziom zdjęć – 3/10
walor edukacyjny – 2/10
funkcjonalność i przejrzystość – 4/10
własna galeria – 4/10
merytoryczna wartość komentarzy – 0/10
popularność faktyczna – 5/10
poziom TWA – 9/10 

Voal
Portal dla miłośników fotografii nieperfekcyjnej klasycznej, dla miłośników kwadratów ze średnioformatowych aparatów, prostokątów z puszek po kawie bez obiektywu. Voal to serwis dla wymagających odbiorców, tutaj nikt nikogo nie oszuka landrynkowym landszaftem czy zblurowaną panią bez stanika. Tutaj w zakurzonych ławach zasiadają starzy wyjadacze, koneserzy obrazu, ludzie z wiedzą i smakiem. Estetyka fotografii, a także najprostszy z możliwych interfejs sprawia, że niezwykle chętnie tam zaglądam. Nie ma tutaj ocen, są same polecenia, lecz ilość poleceń nie lokuje zdjęcia w jakiejś grupie zdjęć promowanych, szkoda, ale może dzięki temu TWA nie są aż tak widoczne. Dzięki wstępnej selekcji na portalu nie publikuje każdy kto chce, adept musi przejść przez często surowe głosowanie innych użytkowników. Niektórzy tę zasadę postrzegają jako wadę, zamykanie się na innych, odbieranie szans na publikowanie na łamach voalu. Ja jednak w tym zhermetyzowaniu widzę szansę na to by jakość fotografii nie zeszła z dość wysokiego pułapu. Voal chyba jako jedyny znany mi portal nie prezentuje reklam, pewnie dlatego zachował swój matecznikowy surowy charakter. Voal w dodatku jest cały szary, a najważniejsza w nim jest fotografia. Najsłabszą stroną jest jego popularność to znaczy jej brak – bardzo mała liczba dodawanych zdjęć (chociaż ja zawsze hołdowałem zasadzie jakość nie ilość), skromniutka ilość wyświetleń. Kameralny, ascetyczny wręcz portal i jeszcze ta selekcja! :) Voal również umiera, brakuje świeżej krwi. Skostniałe środowisko, w którym czuje się dobrze – to chyba znak, że ćwierćwiecze, które mi stuknie lada dzień nie najlepiej na mnie wpływa.

System oceniania – 3/10
ogólny poziom zdjęć – 6/10
walor edukacyjny – 4/10
funkcjonalność i przejrzystość – 8/10
własna galeria – 8/10
merytoryczna wartość komentarzy – 4/10
popularność faktyczna – 2/10
poziom TWA – 3/10

autor Dracula / bez tytułu / voal październik 2008

Fotoferia
Najmłodsza propozycja w tej stawce to Fotoferia. Zarówno najsłabszym jak i najsilniejszym jej ogniwem są użytkownicy, lecz nie na takiej zasadzie jak na digarcie (słabeusze – mocarze) tutaj poziom dzięki nim jest naprawdę wysoki i paradoksalnie dzięki nim nie może być wyższy, bo to portal zabijający to co digart ,,mocarny'' ma najlepsze czyli kreatywność. Wysoki poziom portalu zawdzięcza się przede wszystkim temu, że każda dodana fotografia podlega weryfikacji przez innych użytkowników. Zasada selekcji jest inna niż w voalu – tutaj publikować może każdy lecz od wyniku weryfikacji zależy twój status. Każde dodane zdjęcie wpada do worka z napisem inferia czyli coś na zasadzie czyśćca – stąd są dwie drogi – można awansować do ,,nieba'' Galeria Niska lub do ,,piekła'' zwanego tutaj ciemnią :) Na tym etapie warto pochwalić całkowitą anonimowość (minimalizacja TWA), a także to, że każda nawet beznadziejna fotografia jest poddana pod głosowanie, a co za tym idzie żadne zdjęcie nie zostaje niezauważone, minimum oglądających musi być. Niestety ten etap także przyczynia się do tego, że fotoferia nie może być jeszcze lepsza. Do ciemni wpadają nieraz cacka na poziomie zdjęć mocarzy z digarta, cóż dziwne, chociaż nie – przecież takie są uroki demokracji. Na fotoferii panuje absolutny puryzm języka fotograficznego – liczy się przede wszystkim podręcznikowy kadr i doskonała jakość techniczna. Mistrzowie digartu długo nie zagrzali tu miejsc, bo ich fotografie co rusz lądowały w ciemni (znam kilka przykładów). Narzuca mi się luźne skojarzenie na temat gustów, chociaż o nich podobno się nie dyskutuje. W inferii obok pięknie ubranej i umalowanej Sylwii Grzeszczak siedzi nieogolony Tymon Tymański – zgadnijcie kogo publika wybierze? No właśnie :) Dużo tu zwykłej ładnie opakowanej komercji, która jest kserowana i odbijana, kserowana, odbijana i tak w kółko. Oczywiście geniusze z nowatorskim podejściem też tu są, to oni walczą o nieogolonych Tymańskich. Mocnym punktem fotoferii jest sekcja Galeria Wysoka ,,trzy metry nad niebem'' gdzie trafiają zdjęcia z przysufitowych półek. Choć ogólnie lubię ten portal za jego ideę ograniczonego TWA, za wiele konstruktywnej krytyki, za szarości, za możliwość awansu z amatora do profesora i za faktyczną konfrontację ze świadomymi twórcami to jest on niczym innym jak dzisiejszym wydaniem akademizmu – schematyczną poprawnością formy kosztem spontanicznej ekspresji.

System oceniania – 5/10
ogólny poziom zdjęć – 7/10
walor edukacyjny – 6/10
funkcjonalność i przejrzystość – 5/10
własna galeria – 5/10
merytoryczna wartość komentarzy – 6/10
popularność faktyczna – 4/10
poziom TWA – 2/10 

Reasumując – do ideału każdemu wiele brakuje. Voalowi brakuje mocy, fotoferia choć dobra – nie chce być lepsza, digart zbyt kontrastowy – chociaż przynajmniej nie wieje nudą jak na onephoto czy plfoto. Portale się uspołeczniają tracąc fotograficznie i merytorycznie. Portale są małym zwierciadełkiem społeczeństwa – stają się polsatem, tvnem, radiem zet (wyłączając voal, który dąży bardziej w kierunku TVP kultury ale z niewielkim potencjałem ludzkim daleko nie zajedzie). Czyli trudno się czegoś nauczyć. Towarzysze Wzajemnej Adoracji łączcie się i podbijajcie świat. Kultura cenna to tylko taka z McDonalda – tania, prosta i do skonsumowania – najgorszym jest fakt, że brak w nas świadomości, że taka kultura jest do skonsumowania i do wyrzygania. Co zrobić? Z wiatrakami nikt nie wygra. Wobec potęgi tego świata szału kału stoję sobie lekko z boczku i godzę się z jego patologiami i utartymi schematami od czasu do czasu je współtworząc :) Najważniejsze jest by mieć do tego dystans! Jeśli Drogi Czytelniku doczytałeś to do końca to chyba naprawdę musiało Ci się cholernie nudzić :) niemniej dziękuję i pozdrawiam